Szkoła stanowi dla naszych dzieci odpowiednik pracy. Chodzą do niej, spędzają tam długie godziny każdego dnia, następnie zaś (niczym prawdziwi menedżerowie) przynoszą do domu ogrom zadań do wykonania. My zaś znajdujemy się obok, częstokroć poza systemem szkolnym, światem lekcji i nauki, do których powinniśmy jednak mieć dostęp. Najłatwiej bowiem jest rzucić jedynie szybkie: „Jak było w szkole?” i poczekać na odpowiedź: „OK!”, by oczyścić sumienie, bo wszak zainteresowaliśmy się losem naszego dziecka. Cóż, wydaje się nam, że tego typu zachowanie jest jak najbardziej oczywistym.

Jaką rolę odgrywają rodzice w edukacji dzieci?

Nasze dzieci potrzebują zainteresowania z naszej strony. W naszych słowach, gestach odnaleźć mogą to, czego potrzebują sportowcy od swych trenerów – pomocy, podpowiedzi, wsparcia.

Wskażmy dzieciom kierunek, w którym powinny iść. Zamiast nieustannie porównywać je z „Zuzią, która zawsze dostaje piątki”, czy też mówić: „Znowu zrobiłeś źle przykłady z dzielenia na matematyce”, spróbujmy odnaleźć te elementy, które się powiodły. Wskażmy to, co dobre, nie zaś nieustannie podkreślajmy pomyłki, czy niedociągnięcia. Nasze dziecko może nie jest genialne z matematyki, może tylko „trójkowe” z przyrody, ale daty z historii wskakują mu do głowy z szybkością Pendolino… Patrzmy na pozytywy.

Jak wspierać dziecko w edukacji?

Udzielajmy informacji zwrotnej. Co to znaczy? Nazwijmy to, co widzimy: „Widzę, że cieszysz się z dobrej oceny.”, „Widzę, że nauka tego tematu jest dla ciebie łatwa/przyjemna, etc.”, „Jak nauczyłeś się tego/Jak zapamiętałeś to?”. To niejako opowiadanie tego, co dostrzegamy. Mówiąc, co widzimy i czujemy, pokazujemy, że dokonujemy swoistej analizy (jakkolwiek górnolotnie to brzmi), zauważamy to, co dzieje się z dzieckiem i wokół niego. Daje nam to możliwość do współpracy, opowiadania o tym, co się zdarzyło, co nam się udało i gdzie jeszcze musimy popracować.

Sukcesy są najważniejsze. One bowiem mogą wydobyć z dzieci talent. Cieszmy się z nich z dziećmi, pokazując wyraźnie, jak bardzo one nas radują. Pamiętajmy o naszej narracji – nie oceniajmy! Nie mówmy o „głupich pomysłach” dziecka. Jeżeli coś nam nie odpowiada, odnajdźmy sposobność, by pokazać dziecku drogę, czy podpowiedzieć. Bądźmy autorytetami, które będą wspierać nasze dzieci. My powinniśmy dostrzec możliwości dzieci, one bowiem mogą z wielu powodów ich nie widzieć.

Nauka to współpraca – rodziców i dzieci. Nie jesteśmy jedynie widzami, lecz musimy uczestniczyć w procesie edukacji. Musimy być niejako pośrednikami między dziećmi i szkołą – rozsądnymi i pomocnymi.